Skąd przychodzą nasze historie
Historie w Po Cichu pisane są tak, jak kiedyś pisano dla Polki w latach dziewięćdziesiątych — z polskich domów, polskim językiem, z czułością dla bohaterek. O synowych i teściowych, o spadkach po ojcu, o mężach, którzy przez czterdzieści lat coś chowali. O kobietach, które pamiętają marki Społem i kawiarnie na placu Trzech Krzyży, kiedy plac jeszcze nie wyglądał tak, jak wygląda dziś.
To są opowieści fikcyjne. Helena z Mokotowa nie istnieje. Jej synowa Karolina też nie. Ale rozpoznajecie je, bo ich sytuacje mogłyby się zdarzyć — a często się zdarzają, w jakiejś wersji, gdzieś niedaleko.
Jak je piszemy
Korzystamy z najnowszych narzędzi językowych opartych na sztucznej inteligencji. To są te same narzędzia, które dziś pomagają tłumaczyć książki, redagować artykuły w największych redakcjach, pisać scenariusze. Pozwalają nam opowiadać szybciej i częściej — w tempie, w jakim dziewięcioosobowa redakcja klasycznego czasopisma kobiecego nie nadążyłaby z miesiąca na miesiąc.
Proces wygląda tak:
Pomysł — wymyślamy bohaterkę, jej miejsce, jej dzielnicę, jej szafę z pudełkami po butach Rylko. Decydujemy, jaki konflikt nią targa.
Pierwszy szkic — narzędzia AI piszą pierwszą wersję historii według naszych wytycznych. Otrzymujemy tekst, który ma odpowiedni rytm narracji, klimat i długość.
Redakcja — i tutaj zaczyna się prawdziwa praca. Czytamy każde zdanie. Sprawdzamy, czy bohaterki mówią tak, jak naprawdę mówią kobiety w ich wieku i z ich klasy społecznej. Czy detale pasują do epoki. Czy emocje są autentyczne, czy płaskie. Czy zakończenie jest uczciwe wobec czytelniczki.
Decyzja redakcyjna — nie każda wygenerowana historia trafia do publikacji. Czasem odrzucamy i zaczynamy od nowa. Czasem przepisujemy całe sceny ręcznie, bo AI ich nie umie napisać tak, jak trzeba.
Publikacja — to, co czytacie, przeszło przez ludzkie oczy. Kilkukrotnie.
Dlaczego o tym piszemy otwarcie
Bo to jest nowe i ważne. W internecie pojawia się dużo treści udających napisane przez ludzi, kiedy w rzeczywistości są generowane przez maszynę bez nadzoru. My uważamy, że tak być nie powinno.
Po Cichu to redakcja, która używa narzędzi AI jak pisarz używa edytora tekstu — jako narzędzia, które pomaga w pracy, ale nie zastępuje decyzji autorskich. Każda historia, którą u nas czytacie, została zaakceptowana przez człowieka, który uznał, że warta jest Waszego czasu.
Mamy nadzieję, że Wam się podoba. A jeśli nie — napiszcie nam na [email protected]. Nie ma takiej historii, której nie dałoby się napisać lepiej.
— Redakcja Po Cichu